Zapraszamy do obejrzenia zestawienia dziesięciu najlepszych akcji 4. tygodnia rozgrywek Polskiej Ligi Koszykówki w sezonie 2017/2018.

Asseco Gdynia – TBV Start Lublin 92:82 (po dogrywce)

W pierwszych minutach Asseco przede wszystkim straszyło rzutami z dystansu – trafiali Przemysław Żołnierewicz i Dariusz Wyka. Rywale odpowiadali głównie akcjami Chavaughna Lewisa, ale to gospodarze mieli inicjatywę. Dopiero późniejsze akcje Mateusza Dziemby i Bartosza Ciechocińskiego sprawiły, że to ekipa z Lublina zdobyła przewagę. Po 10 minutach prowadziła 22:14. W drugiej części meczu TBV Start potrafił bardzo długo utrzymywać przewagę, a momentami nawet ją powiększać. Starał się to zmieniać Krzysztof Szubarga – trafiał z dystansu z trudnych pozycji, tym samym utrzymywał swój zespół w grze. Jednak to dzięki akcjom Lewisa i Reynoldsa drużyna trenera Davida Dedka wygrywała 39:30 po pierwszej połowie. Mateusz Dziemba był najważniejszym zawodnikiem w ofensywie gości na początku trzeciej kwarty. Po późniejszej akcji Reynoldsa TBV Start miał już 12 punktów przewagi. Asseco momentami stosowało obronę na całym parkiecie, ale to też nie do końca zatrzymywało lublinian. Po 30 minutach gry prowadzili 58:47. Mimo kolejnych prób w wykonaniu gdyńskich graczy, nie potrafili oni efektywnie gonić wyniku. Duża w tym zasługa Lewisa, który ponownie był skuteczny. Trzy minuty przed końcem po rzucie Wyki gospodarze zdołali jednak zmniejszyć straty do sześciu punktów. Minutę później trójka Ponitki zmniejszyła tę różnicę o połowę. Końcówka była bardzo zacięta, a goście zatrzymali się w ataku. Dlatego 20 sekund przed końcem po trójce Wyki to Asseco miało minimalną przewagę. TBV Start był jednak skuteczny na linii rzutów wolnych i zdołał wyjść na dwupunktowe prowadzenie. Akcja Marcela Ponitki zapewniła dogrywkę i emocje. W dodatkowym czasie gry trójki trafiał Dariusz Wyka i dzięki niemu zespół trenera Frasunkiewicza miał sześć punktów przewagi. To były kluczowe momenty spotkania. Asseco zwyciężyło 92:82. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Przemysław Żołnierewicz z 22 punktami. W ekipie gości wyróżniał się Chavaughn Lewis z 20 punktami.

Rosa Radom – Polski Cukier Toruń 83:68

Początek meczu był nerwowy dla obydwu drużyn, a to przełożyło się na niższą skuteczność. Po pięciu minutach meczu było zaledwie 6:4 dla gości. Później torunianie uciekali nawet na pięć punktów dzięki trójkom Aleksandra Perki i Aarona Cela. Straty zmniejszył trochę Roberta Witka, ale to Polski Cukier po 10 minutach prowadził 16:15. Na początku drugiej kwarty jeden rzut z dystansu Kevina Puntera oznaczał remis, a kolejny dał przewagę Rosie. Od tego momentu to ekipa trenera Wojciecha Kamińskiego była stroną przeważającą. Trójka Patrika Audy dawała dziewięć punktów prowadzenia gospodarzy, ale wynik na 38:31 po pierwszej połowie ustawił Aleksander Perka. Na początku trzeciej kwarty ekipa z Radomia kontrolowała sytuację na parkiecie. Pomagała w tym trójka Michała Sokołowskiego i efektowny wsad Kevina Puntera. Kolejny rzut z dystansu Amerykanina oznaczała aż 17 punktów przewagi gospodarzy. Polski Cukier starał się poprawiać w obronie, ale to Rosa po 30 minutach gry wygrywała 64:46. Ostatnia kwarta niewiele zmieniała, bo zespół trenera Dejana Mihevca nie potrafił zanotować ofensywnego zrywu. Straty odrabiał trochę Cheikh Mbodj, ale to ciągle było za mało. Na trójki Cela odpowiadał Zajcew, a gra gospodarzy była już spokojna. Ostatecznie Rosa zwyciężyła 83:68. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Kevin Punter z 20 punktami. W ekipie gości wyróżniał się Aaron Cel z 17 punktami.

AZS Koszalin – Trefl Sopot 82:72

Gospodarze dobrze weszli w ten mecz i szybko prowadzili 4:0. Późniejsze trójki Brandona Browna i Artura Mielczarka sprawiały, że w lepszej sytuacji byli goście. Nie na długo – Trefl był nieskuteczny, a AZS ponownie starał się budować przewagę – po akcji Modestasa Kumpysa było 16:8. Ostatecznie gospodarze prowadzili po pierwszej kwarcie 11 punktami. W drugiej części meczu z dystansu trafiał Qyntel Woods, a to pozwalało koszalinianom kontrolować sytuację. Zespół z Sopotu miał ciągle spore problemy z kreowaniem akcji ofensywnych, a ekipa trenera Dariusza Szczubiała nadal szybko przechodziła do ataku. Ostatecznie po pierwszej połowie wygrywała 44:34. W trzeciej kwarcie po trafieniu Browna Trefl zbliżył się już na osiem punktów, ale trójkami szybko odpowiadał Damian Jeszke. Po kolejnym wejściu Diante Baldwina gospodarze mieli ponownie aż 17 punktów przewagi. Na koniec trzeciej kwarty było 61:44 i koszalinianie byli już bardzo blisko zwycięstwa. Dzięki trójce Artura Mielczarka sopocianie zmniejszali trochę straty w kolejnej części gry. Później tym samym odpowiadał jednak Qyntel Woods i wszystko wracało do „normy”. W samej końcówce rzuty z dystansu Dylewicza i Mielczarka ponownie niwelowały straty gości, ale ostatecznie to AZS wygrał 82:72. Diante Baldwin zanotował dla gospodarzy 20 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst. 18 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty dla gości zdobył Brandon Brown.

Legia Warszawa – BM Slam Stal Ostrów Wlkp. 63:75

Ostrowianie rozpoczęli ten mecz od prowadzenia 5:0, ale gospodarze bardzo szybko doprowadzili do wyrównania. Po trafieniu Adama Linowskiego prowadzili 10:7, a późniejsza akcja Jobiego Walla dawała Legii pięć punktów przewagi. Ostatecznie po 10 minutach gry zespół z Warszawy wygrywał już 22:12. Drugą kwartę BM Slam Stal rozpoczęła od świetnej serii 10:0 i po akcjach Grzegorza Surmacza doprowadziła do wyrównania. Zespół trenera Emila Rajkovicia nadal się nie zatrzymywał! Po zagraniu Michała Chylińskiego miał już pięć punktów przewagi. Gospodarze zbliżyli się jeszcze na punkt, ale na więcej nie chcieli pozwolić ostrowianie. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 30:33. Trzecią kwartę BM Slam Stal ponownie rozpoczęła od serii punktowej – tym razem 8:0. Na parkiecie pojawiał się nowy środkowy gospodarzy, Hunter Michelson, ale jego wejście wiele nie zmieniało. Po rzucie wolnym Adama Łapety było 49:36 dla gości. Isaiah Wilkerson starał się poprawiać sytuację drużyny ze stolicy, ale to ciągle było za mało. Po rzucie Tomasza Ochońki goście mieli 15 punktów przewagi. W ostatniej kwarcie ekipa trenera Rajkovicia całkowicie kontrolował sytuację. Legia co prawda zbliżyła się jeszcze do stanu 58:69, ale nie miało to większego wpływu na przebieg meczu. Ostatecznie zespół z Ostrowa Wlkp. wygrał różnicą 12 punktów. Najlepszym zawodnikiem gości był Aaron Johnson z 18 punktami i 8 asystami. 16 punktów i 12 zbiórek dla gospodarzy zanotował Tomasz Andrzejewski.

MKS Dąbrowa Górnicza – Stelmet BC Zielona Góra 86:83

Spotkanie od samego początku było bardzo wyrównane i żadna z drużyn nie potrafiła zbudować długotrwałej przewagi. Dopiero później po akcjach Borisa Savovicia i Thomasa Kelatiego goście prowadzili 14:7. Na to starał się odpowiadać m.in. Jakub Parzeński, a po trójce Piotra Pamuły MKS zbliżył się na zaledwie dwa punkty. Do remisu doprowadził D.J. Shelton – pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 22:22. Drugą część meczu Stelmet rozpoczął od trójek Filipa Matczaka i Jamesa Florence’a. Tym samym odpowiadał jednak Pamuła, co dało później kolejne wyrównanie. Mistrzowie po chwili rozkręcili się w ofensywie i po akcji Adama Hrycaniuka mieli osiem punktów przewagi. Straty ponownie, nawet do jednego punktu, zmniejszał Shelton. Pierwsza połowa zakończyła się jednak wynikiem 47:44 dla ekipy z Zielonej Góry. Pierwsze minuty trzeciej kwarty były bardzo podobne, czyli Stelmet odskakiwał, a po chwili MKS znowu był bardzo blisko. Mistrzowie starali się wykorzystywać współpracę Łukasza Koszarka z wysokimi zawodnikami i to się udawało. Dąbrowianie nie zamierzali się poddawać i po dwóch akcjach Bartłomieja Wołoszyna był kolejny remis. Po 30 minutach było jednak 67:64. Na początku ostatniej kwarty po akcji D.J. Sheltona zespół trenera Jacka Winnickiego wychodził na małe prowadzenie. Po rzucie Macieja Kucharka gospodarze zdobyli nawet siedem punktów przewagi. Goście musieli odrabiać straty, a w trudnych chwilach kluczowy był Koszarek. Po trafieniu Dragicevicia mistrzowie znowu mieli przewagę. W końcówce kluczowe akcje kończyli Dambrauskas oraz Kowalenko i to MKS wygrał ostatecznie 86:83. Trójkę na dogrywkę rzucał Thomas Kelati, ale nie trafił. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był D.J. Shelton z 24 punktami i 14 zbiórkami. W ekipie gości wyróżniał się Vladimir Dragicević z 18 punktami i 11 zbiórkami.

Miasto Szkła Krosno – King Szczecin 98:95 (po dogrywce)

Świetnie w ten mecz weszli zawodnicy trenera Mindaugasa Budzinauskasa – po rzutach Mateusza Bartosza i Darrella Harrisa prowadzili 10:2. Później m.in. dzięki Seidowi Hajriciowi Miasto Szkła zbliżyło się na dwa punkty, ale atak Kinga był nie do zatrzymania. Po kolejnych trafieniach Bartosza i Diduszki było już 33:13. Ekipa ze Szczecina w drugiej kwarcie utrzymywała wysokie ofensywne tempo. Świetnie prezentował się też Paweł Kikowski, ale straty w zespole z Krosna starał się odrabiać Jayvaughn Pinkston. Ostatecznie po pierwszej połowie goście wygrywali 50:35. Kolejną część meczu znowu dobrze rozpoczął Paweł Kikowski, a tym razem odpowiadał na to doświadczony Dariusz Oczkowicz. Miasto Szkła długo nie było jednak w stanie efektywnie odrobić strat. Dopiero późniejsze trójki Antona Gaddeforsa i Marcina Sroki zbliżyły krośnian na osiem punktów. Po 30 minutach i rzutach wolnych Sebastiana Kowalczyka było 72:64. Gospodarze nadal walczyli o korzystny wynik. Dzięki trafieniom Gaddeforsa i Mustapicia zbliżali się na jeden punkt. Późniejsze rzuty wolne Pinkstona i Sroki dawały nawet prowadzenie, ale po trójce Jimmy’ego Gavina po 40 minutach gry był remis po 86. W dogrywce goście mieli już nawet sześć punktów przewagi, ale to nie wystarczało. Mustapić i Gaddefors nadal kończyli ważne akcje, a po rzutach wolnych Pinkstona było ostatecznie 98:95! Rzut na kolejną dogrywkę spudłował Gavin. W ekipie gospodarzy aż 29 punktów rzucił Anton Gaddefors. W ekipie gości wyróżniał się Paweł Kikowski z 30 punktami.

PGE Turów Zgorzelec – Anwil Włocławek 99:96 (po dogrywce)

Bardzo dobry początek zgorzelczan – dzięki trafieniom Stefana Balmazovicia i Camerona Ayersa było już 8:2. Od tego momentu serią 7:0 popisał się jednak Anwil i po akcji 2+1 zdobył przewagę. Później w ataku uaktywnił się Jacek Jarecki i to głównie dzięki niemu PGE Turów wygrywał po 10 minutach 19:14. Zaraz na początku drugiej kwarty włocławianie doprowadzili do remisu. Gospodarze starali się jeszcze odpowiadać, ale kolejne trójki Michała Nowakowskiego i Jarosława Zyskowskiego dawały przewagę zespołowi trenera Igora Milicicia. Później w zdobywanie punktów włączył się jeszcze Paweł Leończyk i po pierwszej połowie było 46:38 dla gości. Zaraz na początku trzeciej kwarty dzięki trafieniom Jarosława Zyskowskiego Anwil uciekł nawet na 13 punktów. PGE Turów zatrzymał się w ataku, a goście byli bardzo skuteczni. Mimo że swoje później robili Myles Mack i Kacper Borowski, to po 30 minutach było 70:57. Zespół trenera Mathiasa Fischera walczył do końca o lepszy wynik. Najpierw po akcjach Balmazovicia i Hana zbliżył się na punkt, a po rzutach wolnych Ayersa w końcu zdobył przewagę. Końcówka tej kwarty była zacięta, a o dogrywce zadecydowała kolejna trójka Balmazovicia. W doliczonym czasie gry wszystko zmieniało się właściwie co akcję, ale w lepszej sytuacji byli zgorzelczanie. W ostatnich sekundach Anwil miał szanse na doprowadzenie do drugiej dogrywki. Trzy rzuty wolne spudłował jednak Almeida, a trójki z trudnej pozycji nie trafił Łączyński. Mecz zakończył się wynikiem 99:96! Najlepszym graczem gospodarzy był Cameron Ayers z 24 punktami, 4 zbiórkami i 3 asystami. Dla gości 23 punkty rzucił Michał Nowakowski.

(źródło: plk.pl)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

PROJEKT #KOSZKOSZULKA WYBRANY! KIBICE ZAGŁOSOWALI NA ZWYCIĘSKI PROJEKT

Kibice w głosowaniu przeprowadzonym na oficjalnym profilu KoszKadry